Polacy płacą podatki – walczmy z uprzedzeniami

 

Niedawno minął Maj, który jest miesiącem świadomości Zaburzenia Osobowości Borderline, (czerwiec jest poświęcony PTSD)
Po co mówić głośno o zaburzeniach psychicznych?

W Polsce, na szczęście, wiele osób działa na rzecz zwiększenia świadomości związanej z cierpieniem psychicznym. Choćby wspaniała inicjatywa „Mam terapeutę”, która ma zmniejszać stygmatyzację osób korzystających z pomocy terapeutycznej, osób z zaburzeniami, w
tym także zaburzeniami osobowości. Ma to ogromną wartość, pomaga w zmniejszaniu stygmatyzacji jaka wynika z problemów psychicznych.

Stygmatyzacja Problemów Emocjonalnych

 

Stygmatyzacja zaburzeń psychicznych, to sytuacja, w której jeden problem, ten faktyczny, rodzi kolejne, w postaci konsekwencji (negatywnych ocen) społecznych i wynikające z braku wiedzy właśnie oraz lęku – szkodliwe, utrudniające podjęcie leczenia, postawy.

Kiedy obawiamy się czegoś – dystansujemy się, przeceniamy zagrożenie lub przeciwnie, bagatelizujemy je i nie chcemy niczego wiedzieć. Dążymy do szybkiego zakończenia problematycznej kwestii, interakcji, tak, żeby ułatwić sobie utrzymanie „porządku” we własnej głowie. Stygmatyzacja może dotyczyć wszystkich tych problemów, których nie potrafimy łatwo sklasyfikować, wydają się nie wygodne lub żeby je zrozumieć, należałoby poprzestawiać kilka elementów we własnej wizji świata. A do swoich wizji świata jesteśmy często przywiązani.

Stygmatyzacja w Borderline

 

Niewątpliwie stygmatyzacja, to problem dotykający ludzi z cechami BPD.

Często osoby z borderline słyszą na swój temat powtarzane bez namysłu hasła: „toksyk”, „borderline rani” (choć to i tak delikatne określenia spośród tych, które słyszą/czytają te osoby). Hasła te, powtarzane, są właśnie stereotypami, bez żadnej wartości. Nic nie wiemy o danej osobie dopóki jej nie poznamy. Natomiast powtarzając takie hasła, na pewno przyczyniamy się do ogromnego wstydu z jakim ludzie ci muszą się borykać i dużą trudności w uzyskaniu adekwatnej pomocy.

Niewiele osób wstydzi się powiedzieć, że zachorowało na grypę i nikt nie ma wątpliwości co do tego, że sami sobie tej grypy nie wybrali. W przypadku grypy jest jasne, że od prób normalnego funkcjonowania, „wzięcia się w garść” można co najwyżej pogłębić kłopoty. Naprawdę, nie leczona lub źle leczona grypa jest niebezpieczna. Dlaczego do problemów związanych z cierpieniem psychicznym „przyznajemy się” już nie tak łatwo? Z jednej strony należałoby szukać pomocy, z drugiej – milczeć. Względnie, można użyć telepatii, ale ja telepatycznie potrafię zamówić wyłącznie pizzę z dowozem, inne komunikaty mi nie wychodzą*.(o tym jak bardzo nie wychodzi też czytanie w myślach)

 

Epidemia Zaburzeń Psychicznych

 

Nie leczone lub bagatelizowane problemy psychiczne od grypy są trochę groźniejsze albo są groźne podobnie.

WHO szacuje, iż powodu samej depresji w 2020 roku będzie umierało więcej osób niż umrze z powodu chorób cywilizacyjnych.

Zwiększanie świadomości, czyli działania upowszechniające wiedzę, popartą faktami, badaniami, a nie potocznymi wyobrażeniami są zwykle najskuteczniejszą formą rozwiązywania problemów.
Próbowano więc epidemię dżumy w Witten w XVI wieku „rozwiązać” skazując w procesie o czary 25 osób. Później okazało się, że to nie czary powodują dżumę. Odkryto bakterie.
Nie wiem, czy wierzyć w ich istnienie, przecież żadnej nie widziałam.
Może z tą grypą i dżumą wystarczy jednak „wziąć się w garść”?
Cóż, problem dżumy rozwiązano, nie poprzez szukanie winnych lecz zakładając istnienie bakterii (których w tamtych czasach nie można było zobaczyć).
W tej chwili natomiast wiemy z badań naukowych, że choćby mózg osoby z zaburzeniem borderline jest inny, od mózgu „normalnego”, wiemy również, że zaburzenie to jest zdecydowanie uleczalne, a mimo to stereotypy mają się świetnie. Nie tylko w internecie, ale również na uczelniach wyższych, oddziałach psychiatrycznych, a nawet książkach!!!

W każdym razie wiedzę trzeba upowszechniać, ponieważ tylko to prowadzi do rozwiązywania problemów.
Mówienie o problemach psychicznych, w tym mówienie o Zaburzeniu Osobowości z Pogranicza może zmniejszyć ogrom cierpienia, jakie osoby nim dotknięte muszą unosić na co dzień. Może zmniejszyć stygmatyzację i może realnie zmniejszyć poczucie bezradności w poszukiwaniu pomocy, strategii i narzędzi do poradzenia sobie.

Miesiące świadomości są cudownymi akcjami. Zwiększają szanse na pomoc, która już istnieje, lub mało brakuje, by stała się bardziej dostępna.

Przebieg zmagań z BPD wygląda zupełnie inaczej w sytuacji otrzymania odpowiedniej pomocy i wtedy, kiedy jej brak.

Z okazji Miesiąca Świadomości Borderline wypowiedziały się:

Bea Tusiani, współzałożycielka Borderline Personality Disorder Resource Center, matka Pameli Tusiani, która zmarła w trakcie leczenia BPD oraz Lynn Courey, z The Sashbear Foundation, matka Sashy, która w 2011 roku odebrała sobie życie z powodu traum i problemów życiowych, które dodatkowo nałożyły się na zaburzenie BPD, ale przede wszystkim z powodu braku dostępu do koniecznej pomocy. **

Jak źle trzeba się czuć, jak mocno cierpieć, żeby chcieć odejść?  Czyli: jak bardzo różni się poziom cierpienia u osób z BPD i o ile więcej muszą unieść, w porównaniu z tymi, którzy ból życiowy odczuwają w „normalny sposób”, skoro doświadczają myśli samobójczych? Często są to osoby w młodym wieku. Sprawne fizycznie, sprawne intelektualnie. W sytuacji życiowej, w której z zewnątrz, wydawałoby się, „wszystko gra”?

Kim byłyby dziś te dwie kobiety? Jak żyłyby, gdyby miały dostęp do odpowiedniej pomocy? Pamela Tusiani nie była leczona prawidłowo. Zmarła z powodu źle zastosowanej farmakoterapii. Co by się działo, gdyby zostały, gdyby udało im się jednak zostać?
Które wydarzenia doprowadziły do pęknięcia? Ile godzin bez takich rozmyślań mogą przeżyć ich bliscy?

To, co zrobiły Bea Tusiani i Lynn Courey, to, że zostały, pomimo utraty córek, pokazuje jedną z możliwych dróg, którą ludzie wybierają w sytuacjach skrajnych. W sytuacjach jakim się nie da nadać żadnego sensu. Muszą sami go poszukać i sami go nadać. Do tak ciężkich przeżyć każdy musi się ustosunkować samodzielnie, nie ma bardziej czy mniej właściwych sposobów. Dwie skrajnie cierpiące matki dołożyły swoje cegiełki w celu budowania sieci pomocy, upowszechniania wiedzy i dostępu do terapii dla osób z Zaburzeniem Osobowości z Pogranicza. Ile osób nie straci życia dzięki ich wysiłkom i pracy ludzi, którzy wybrali podobnie? Czy ryzyko samobójstwa (u niektórych osób z zaburzeniem osobowości) jest wystarczającym powodem do poszukania pomocy?
Bardzo mi się podoba postawa: „mam lekko obniżony nastrój – powiem o tym komuś”
„Wydaje mi się, że mogę mieć zaburzenie osobowości – pójdę się zdiagnozować”. ZANIM będzie gorzej, ZANIM będzie bardzo źle.

Bardzo istotnym aspektem działań takich jak te w Kanadzie i USA są powstające grupy i sieci wsparcia, online i lokalne. Po wpisaniu w google hasła „lokalne grupy wsparcia dla osób z BPD” w języku angielskim pojawia się… 13 milionów wyników wyszukiwania. Chciałoby się powiedzieć, „A Polacy nie gęsi iż swój język mają”…
W Polsce mamy pięknie rozwiniętą sieć grup AA. Koła zainteresowań, grupy harcerskie. Grupy wsparcia dla DDA. Myślę, że na pewno w przyszłości, może niedalekiej, w miarę, jak świadomość zaburzeń z II osi będzie wzrastać, będziemy mogli wpisać w google „wioska pod Warszawą grupa wsparcia BPD”…

 

Polacy Kradną

Wreszcie, skoro już mowa o Polakach.

Polacy kradną. Niemcy są punktualni a Polacy kradną.

Już nie wiem nawet, czy dobrze mówię, Romowie kradną?

Centrum Badań nad Uprzedzeniami, grupy antydyskryminacyjne, edukatorzy na rzecz równości, za podobne frazesy mogliby chcieć wylać mi na głowę wiaderko chłodnej wody, którą Marsha Linehan zresztą również poleca (do regulacji nastroju). (a dokładnie zanurzenie twarzy w zimnej wodzie i wstrzymanie oddechu na 30 sekund)

O szkodliwości generalizacji pisze (wciąż z niewystarczającym efektem) tak wielu badaczy (Kossowska, Kofta, Bauman, setki innych), mówią o niej chyba wszyscy aktywiści na rzecz równości. Te same problemy, które dotyczą generalizacji, stereotypizowania ze względu płeć, wiek, pochodzenie, niepełnosprawność, rasę, orientację seksualną, można i należy odnosić do zaburzeń osobowości. Jedna diagnoza i tak wiele osób w nią wpisanych. „Borderzy ranią, uciekaj gdzie pieprz rośnie”- podobne „prawdy objawione” wypowiadają niejednokrotnie profesjonaliści.
Co myślimy, jeśli jakiś Polak faktycznie coś ukradnie, w dodatku w Niemczech? Co wtedy myślimy o Niemcach, czy oni nie kradną?
Czy inni ludzie nie ranią? Czy pani z poczty nie rani? Aż wreszcie, jeśli już osoby z Zaburzeniem Osobowości Borderline ranią, bo to również się zdarza, to czy jednocześnie, jak ci kradnący Polacy, mają być charakteryzowani poprzez tę kategorię? Polacy, chciałam przypomnieć, pracują również nad lekarstwami na raka, przeciwstawiali się reżimom i totalitaryzmom, Polacy głosują w wyborach, płacą podatki, chodzą do fryzjera. Polacy ranią. Pytanie, czy tego chcą, czy może chcą to zmienić?

Stygmatyzacja problemów psychicznych ma swoją niechlubną historię nie tylko w zwykłych społecznościach, ale nawet w rozwoju psychiatrii: wiązanie ludzi pasami, wyrywanie zębów w celu leczenia zaburzeń afektywnych były regułą, a wyjątek stanowiły jednostki, które, podobnie, jak w przypadku dżumy, czarów i bakterii, używały rozumu. Gdyby nie działania służące faktycznemu rozwojowi, do dziś może uznawalibyśmy, że napady paniki wynikają z wędrówek macicy po ciele. U mnie nic takiego, w moim ciele, nie zachodzi, naprawdę. A napad paniki miałam. Możliwe, że była to inna odmiana, może u niektórych zdarza się z wędrowaniem, napad paniki „mobilny”. Dobrze, wystarczy. Stygmatyzacja zaburzeń psychicznych.

 

O byciu zdrowym umysłowo w niezdrowych miejscach

 

Taki tytuł nadał swojemu artykułowi David Rosenhan. Opisał w nim eksperyment dotyczący stygmatyzacji, który wstrząsnął środowiskiem psychiatrycznym.
Stygmatyzacja to proces, w którym dana osoba lub grupa osób, zaczyna zachowywać się zgodnie z nadaną im/jej etykietą. Poprzez przypisanie komuś negatywnych, ujemnie wartościujących cech, uproszczonych, skrótowych etykiet, dochodzi do naznaczenia zainteresowanych i zmiany postaw społecznych wobec tych osób.
Raz nadaną etykietę bardzo ciężko jest ściągnąć. Proces ten świetnie pokazał David Rosenhan w eksperymencie sprawdzającym rzetelność diagnoz. Ośmiu Pacjentów, wybranych z grupy zdrowych osób, takich, które nie doświadczyły żadnych zaburzeń, jakie im przypisano w procesie diagnozy. Pacjentów wysłano do placówek szpitalnych z poleceniem aby przy pierwszym badaniu twierdzili, iż słyszą głosy, ale w każdym kolejnym kontakcie zachowywali się zupełnie normalnie. Od tamtej pory każde zwyczajne zachowanie „pseudopacjentów” uznawane było najwyżej za przejaw remisji. Większość z nich otrzymała diagnozę schizofrenii. Przypisano im coś, czego w nich nie było i bardzo trudno było wytłumaczyć, że brak objawów nie oznacza remisji tylko brak objawów. Podobnie wygląda efekt końcowy procesu stygmatyzacji. Etykieta zostaje nadana. Każde kolejne zachowanie będzie interpretowane przez jej pryzmat. Brak objawów u kogoś, komu nigdy nie przypisano schizofrenii byłby potwierdzeniem jego zdrowia, a ten sam brak objawów u osoby, której chorobę-błędnie! przypisano jest tylko oznaką  remisji (czyli  również potwierdzeniem choroby).

Złość osoby z Zaburzeniem Osobowości Borderline będzie „dowodem” na jej problemy, a złość u osoby bez przypisanej tej etykiety będzie wskazówką na to, że jej granice zostały przekroczone i być może należy przeprosić.
Jeśli osoba z BPD powie, że czuje się odrzucona to środowisko stygmatyzujące może powiedzieć coś w stylu: „przesadza”, „przewrażliwiony”, „tak to interpretujesz?”, „faktycznie tak to odebrałeś?”, a gdyby powiedziała to osoba bez tej diagnozy być może te wątpliwości, by się nie pojawiły, albo przynajmniej druga strona najpierw zastanowiłaby się co się stało.

Jeżeli tego typu procesy mogły zajść nawet w instytucjach stworzonych w celu niesienia pomocy, oczywiście, dawno temu, to jakie procesy zachodzą poza grupami specjalistów? Jaki jest poziom rozumienia trudności psychicznych w ogóle? Co „się wie” powszechnie na temat Zaburzenia Osobowości Borderline?

Zaburzenie osobowości można wyleczyć

 

Co w związku z tym? Co dalej?

Kraj pochodzenia, przebyte choroby, rodzaj temperamentu, zaburzenia, kolor skóry i tak dalej, definiują ludzi tylko w pewnym stopniu.

Sens mówienia o trudnościach psychicznych, polega właśnie na tym, na czym polegają inicjatywy dotyczące upowszechnienia wiedzy na temat danej choroby, grupy osób, zagadnienia społecznego. Potoczne wyobrażenia zmieniają się wyłącznie w procesie interakcji społecznych lub poprzez edukację, wiedza na temat dostępnych źródeł pomocy również dzięki takim inicjatywom się upowszechnia. Wiedza chroni.

Uważam, że nie ma czegoś takiego jak powtórzenie zbyt wiele razy (powtarzam za mądrzejszymi ode mnie):

Zaburzenie Osobowości Borderline i każde inne zaburzenie osobowości można wyleczyć. Należy szukać pomocy – od razu, a nie wtedy, kiedy jest już „na pewno” źle. Warto na własną rękę poszukiwać rzetelnej wiedzy, zwłaszcza wtedy, kiedy problem dotyczy nas samych lub kogoś bliskiego. Warto zostać, nie warto zupełnie wątpić. Nie ma sensu gloryfikować zaburzeń psychicznych i nie ma sensu ich stygmatyzować, tak jak nie stygmatyzuje się grypy. Trzeba o nich mówić po to, żeby były rozumiane jako to, czym są. Zaburzenie nie zwalnia z odpowiedzialności za siebie.
Zaburzenie Osobowości z Pogranicza najlepiej leczyć specjalnie w tym celu stworzonymi terapiami. Są to: Terapia Dialektyczno Behawioralna, Terapia Schematu, Terapia oparta na Mentalizacji (skuteczność DBT jest poparta największą ilością badań wysokiej jakości).

Myślę, że gdybym miała sobie wyobrazić, czym jeszcze mógłby być Miesiąc Świadomości Borderline, chciałabym, żeby był miesiącem nadziei.
Nie pogardziłabym również, gdyby w tym miesiącu, z tej okazji, pojawiły się koszulki i bransoletki typu BPD awareness. W Stanach już mają…, granatowe.

 

* Dla jasności… Telepatia nie działa oczywiście w żadnej sprawie, również, niestety, przy zamawianiu pizzy, telepatia nie istnieje.
** Sasha Menu Courey odebrała sobie życie w 2011 roku. Była stypendystką na Uniwersytecie Missouri. Rok wcześniej została zgwałcona przez trzech studentów tego uniwersytetu, a władze nie podjęły odpowiednich kroków w celu wyjaśnienia przestępstw. Rodziny Sashy nie było stać na finansowanie terapii. Pomimo tego, że leczenie jest teoretycznie dostępne, jego cena uniemożliwiła skorzystanie z pomocy.

mówmy głośno o zaburzeniach psychicznych Mówmy głośno o zaburzeniach Psychicznych gdybysmy traktowali choroby somatyczne jak zaburzenia psychiczne

Źródła:

Historia Tusiani (ang)
Fundacja Sashbear (ang)
Książki o BPD (ang)
Strona Edukacyjna o BPD
Grupa BPD Toronto

ZapiszZapisz