O rozwiązywaniu problemów pisaliśmy już kilkakrotnie. Jednak wracamy do tego, gdyż jest to proces trudny, zwłaszcza, że przez lata kolorowa prasa, telewizja, współcześnie internet, kreowały postawę, że życie jest bułką z masłem, a my mamy być piękni, młodzi i zdrowi i wystarczy pozytywnie myśleć, by wszystko cudownie się układało. Niestety – życie często wiąże się również z bólem, a nawet cierpieniem, którym stawiamy – łatwiej lub trudniej- czoła. Problemy, które napotykamy na naszej życiowej drodze, niekiedy wydaja się niemożliwe do rozwiązania.
Czy jednak naprawdę tak jest?
Jakie mamy możliwości?
Co wtedy robić?

Na różnych etapach naszego życia napotykamy różne kłopoty. Różne są okoliczności ich pojawienia się, różne mamy w danej sytuacji wsparcie i zasoby. Tak więc zwykle ten sam wydawałoby się problem, ma zupełnie inna wagę. Tak czy inaczej mamy aż cztery możliwości zareagowania. I … tak naprawdę trzy wyjścia.
Co możemy zrobić? Po pierwsze możemy zmienić nastawienie emocjonalne do tego co nas spotkało. Po drugie – możemy dany problem zaakceptować. Po trzecie – rozwiązać problem. Czwarte, ostatnie wyjście – to sposób najmniej efektywny – ale zawsze możliwy – możemy cierpieć dalej, ewentualnie jeszcze pogorszyć swoją sytuację.

 

Zmiana nastawienia

 

Niekiedy wydaje nam się, że nasz problem jest nie do rozwiązania. Możemy się zastanawiać, dlaczego ktoś inny w danej sytuacji radzi sobie z tym, co go spotkało łatwiej? Lepiej?  Dobrym wyjściem jest wtedy zmiana nastawienia emocjonalnego do tego, co stanęło nam na drodze. Tutaj pomagają wszystkie umiejętności regulacji emocji.
Jak to zrobić?
Może warto odnieść się wtedy do faktów i zastanowić się, co spowodowało, że nasze emocje poszybowały tak daleko. Czy i jak zinterpretowaliśmy otaczającą nas rzeczywistość. Jeśli już uchwycimy i zdefiniujemy fakty, a następnie przyjrzymy się naszym interpretacjom, możemy poszukać innych, równie możliwych interpretacji danego wydarzenia. Pozwoli nam to po pierwsze nabrać dystansu do zaistniałej sytuacji, a następnie zmienić nasze nastawienie do niej. Być może nie będzie to zmiana diametralna (choć i taka jest możliwa), ale wystarczająca aby móc łatwiej, łagodniej przejść przez to, co nas spotkało.

 

Akceptacja

 

Akceptacja jest szczególnie trudna, zwłaszcza, gdy problem jest z tych, które wydają się nas przerastać. Również wtedy, gdy przeżywamy żałobę, gdy rozmyślamy o naszej przeszłości, której przecież już nie zmienimy. Właśnie wtedy warto pokusić się o takie wyjście. Bo jeśli nie możemy problemu rozwiązać, jeśli jest on trudny do udźwignięcia, a my nie mamy wpływu na bieg wydarzeń – to właśnie to wyjście jest najlepsze. I znowu – pewnie nie będzie nam cudownie, ale odzyskamy spokój i, co ważne, będziemy mogli ruszyć naprzód. Radykalna akceptacja oznacza całkowitą zgodę, z poziomu poznawczego, emocjonalnego i behawioralnego na doświadczenie. UWAGA, nie oznacza to, że mi się to podoba, oznacza tylko, że mówię: tak, faktycznie tak właśnie jest, przyjmuję to i wszystko z czym to się wiąże. Przyjmuję rzeczywistość i swoje emocje i swoje myśli. TAK JEST TERAZ.
To zaprzestanie walki z rzeczywistością, zaprzestanie mocowania się z tym co nas spotkało. Kiedy przestajemy mocować się ze światem, przestajemy niepotrzebnie cierpieć. Zostaje nam ból, ale nie cierpimy. Warto obserwować emocje (nie trzymać się ich kurczowo), stosować ćwiczenia mindfulness, raz za zarazem odwracać swój umysł na tor akceptacji, stosować półuśmiech i dłonie dobrej woli – to niektóre ze sposobów, ułatwiających nam zaakceptowanie rzeczywistości.

 

Rozwiązanie problemu

 

Niektóre problemy jednak daje się rozwiązać. To dobra wiadomość. Niekiedy oczywiście to rozwiązanie wydaje się niemożliwe, co nie oznacza, że nie istnieje. Warto go poszukać. Co możemy zrobić, by rozwiązać problem. Sposobów jest bardzo wiele, jednak opowiemy o kilku. Możemy użyć naszych umiejętności interpersonalnych. Po pierwsze warto rozmawiać. Rozmowa jest oczyszczająca, ale też prowadzić może do znalezienia przyczyn naszej sytuacji. No a wtedy już tylko krok od rozwiązania. Dzięki rozmowie możemy też dostać radę, możemy wysłuchać, co w danej sytuacji zrobiliby inni. Nie musimy oczywiście korzystać z tych rad, ale niektóre z nich mogą wpłynąć na to, że sami znajdziemy swoją własną drogę.
Dobrym sposobem jest też opowiedzenie innej osobie, tej z którą mamy problem, o swoich potrzebach. Ludzie nie mają zmysłu jasnowidzenia lub czytania w myślach i zwyczajnie mogą nie wiedzieć, że coś nam przeszkadza, czy coś nas niepokoi. Wyrażajmy swoje potrzeby, ale co ważne – czyńmy to używając komunikatu „Ja”, bez ocen, tu i teraz, konkretnie, nie obrażając i nie atakując, a dodatkowo pokazując korzyści, jakie druga osoba może mieć, gdy odpowie na nasze potrzeby.
Rozwiązania problemu warto też szukać wewnątrz siebie, przyglądając się naszym emocjom i naszym myślom i faktom nas otaczającym. Po równo. Wtedy jest duża szansa, że znajdziemy naszą własną, jedyną, niepowtarzalną drogę.

 

Cierpmy dalej

 

To jedno z czterech rozwiązań. Jednak, czy efektywne? Jak doprowadzić się do stanu cierpienia? Możemy po pierwsze nic nie robić. Z czasem emocje zaczną się do siebie doklejać, a wyjście z sytuacji przekroczy nasze możliwości. Inną możliwością jest zadawanie sobie pytań: ”Dlaczego ja?”, „Jak długo jeszcze?”, „Dlaczego to takie niesprawiedliwe?”. Takie działania prowadza do sytuacji, w której odczuwać będziemy już nie tylko ból, ale będziemy realnie cierpieć, a cierpienie to będzie narastać z każdym dniem, a jeśli jesteśmy wrażliwi, z godziny na godzinę.

Każdy problem ma kilka możliwości rozwiązania. Możemy płakać, walczyć, „wyć do księżyca”, ale czy to poprawi nasza sytuację? Co nam to da? Czy wtedy będzie nam łatwiej? Czy szybciej „coś” wymyślimy? Warto podejść do problemu w sposób, który ułatwi nam przejście przez niego, a nie pogrążanie się w cierpieniu.