Czym jest miłość? Aby odpowiedzieć na to pytanie posłużę się cytatem Anthony de Mello :

Miłość jest wolnością, radością i rzeczywistością, tylko przywiązanie stoi na przeszkodzie miłości, tworzy się ono przez pożądliwe oko, które wznieca pożądanie w sercu i łapczywą rękę, która jest wyciągnięta po to, by trzymać, posiadać mieć i nie zgadzać się na wypuszczenie. Żeby miłość mogła zaistnieć musisz te oczy wydłubać i ręce odciąć…a przywiązanie ..to potrzeba uczepienia się, które przytępia wrażliwość, narkotyk, który przysłania percepcję, dlatego jeśli jesteś przywiązany nie możesz kochać. Nie ma czegoś takiego, jak wybrakowana miłość, czy niedostateczna, czy częściowa, miłość jak i wrażliwość albo istnieje w swojej pełni, albo jej wcale nie ma, albo ją masz w całości, albo jej wcale nie masz. Miłość uwalnia tylko, gdy znikają przywiązania, wówczas widzisz prawdę i odpowiadasz na nią, ale nie możesz pomylić tej wolności z obojętnością tych, którzy nigdy nie przeszli przez etap przywiązania. Ta obojętność którą ludzie mylą z miłością, ponieważ nie są do nikogo przywiązani myślą, że kochają wszystkich, ta obojętność nie jest miłością tylko zatwardziałością zranionego serca, spowodowało ją odrzucenie, rozczarowanie, albo wyrzeczenie się, świat miłości może powstać, tylko świadomie i tylko gwałtownicy zdobywają to królestwo, dlaczego gwałt? dlatego że jeśli zostawi się życiu swobodę to ono może nie stworzyć miłości, zaprowadzi jedynie do atrakcji, od atrakcji do przyjemności potem do przywiązania, spełnienia, które w końcu prowadzi do znużenia i obojętności, potem czas zastoju i od nowa cykl, któremu towarzyszą niepokój, zazdrość, zachłanność, smutek, ból. ‘’

 

Mity na temat miłości

 

  • Mit o drugiej połówce, w połączeniu z którą tworzymy całość.
    Ten mit mówi o tym, że partnerzy idealnie do siebie pasują, wypełniają się wzajemnie i odpowiadają na swoje potrzeby bez zarzutu. Przekonanie to dotyka braku, który partnerzy w sobie czują, a kompletność uzyskać mogą jedynie, łącząc się ze sobą w ścisłym sklejeniu. Chcąc wierzyć, że tylko związek da pełnię, kochankowie są skłonni zrobić wszystko by go utrzymać. Tym samym podtrzymują iluzję, która wcześniej, czy później domaga się coraz większych poświęceń.
  • Mit o miłości od pierwszego wejrzenia.
    Zwykle zaczyna się to tak „ coś między nami zaiskrzyło”, „spojrzałem na nią i wiedziałem, że zostanie moją żoną”, „ odkąd go poznałam o niczym innym nie mogę myśleć”. Mit ten każe wierzyć, że pierwsze doznania i haj zauroczenia jest przejawem wielkiej miłości. Gdy mężczyzna zakochuje się bez wzajemności rusza do boju. Adoruje, zaspokaja najskrytsze potrzeby, byle tylko zdobyć upragnioną miłość. Potrafi dostosować się niczym kameleon do wymarzonego ideału obiektu swoich westchnień, lecz trwa to tak długo, jak długo zdobycz jest nieuchwytna. Gdy kobieta zakochuje się żyje jak w transie, maluje biały płotek wokół wspólnego domu, snuje fantazje na temat ukochanego, obsesyjnie myśli o nim nie mogąc skupić się na podstawowych czynnościach życiowych. W erze aplikacji randkowych miłość przybiera formę „od pierwszego kliknięcia”. Trudno jest dostrzec, czy po drugiej stronie nie siedzi uwodziciel, który metodą „kopiuj-wklej” raczy kobiety czułymi słówkami. Zakochanie jest stanem haju, efektem wydzielania przez mózg koktajlu neuroprzekaźników, jest to stan niezwykle intensywny, piękny, jednak z miłością ma niewiele wspólnego. Utożsamiając stan zakochania z miłością ulegamy złudzeniu. Bo czy można prawdziwie i głęboko kochać kogoś, kogo nie znamy? Kiedy zakochanie mija przestaje dostarczać tylu uniesień, mówimy wtedy, że coś się wypaliło, bezpowrotnie odeszło. Zaczynają się kłótnie i walka o dominację, pretensje, żal i niezrozumienie, a skoro mamy zakodowany w podświadomości mit o miłości idealnej, nie ma w nim miejsca na konflikty i różnice, czy to światopoglądowe, czy osobowościowe. Dlaczego podejmujemy decyzję o wspólnym życiu na podstawie stanu zakochania? Jeśli zrozumiemy, co takiego pociąga nas w przypadkowo spotkanej osobie, odkryjemy swoje kompleksy, deficyty, niesprecyzowane oczekiwania.
  • Mit o miłości romantycznej.
    Miłość romantyczna może trwać długo, a jej twórcy nierzadko mają własne rodziny lub żyją na odległość. Czym są dla siebie partnerzy trwający w miłości romantycznej? Źródłem odskoczni od zwykłego życia, rodzajem nagrody za trwanie w normalności, osoby te uciekają przed trudnymi doznaniami codzienności w związek, który przypomina bajkę, a naprawdę tworzy iluzję zaangażowania. Jedno wykorzystuje drugie do własnych celów, używają się nawzajem, bo nie potrafią budować bliskich, trwałych relacji. Często są to osoby egocentryczne chcące zaspokajać tylko swoje potrzeby. Romantyczna miłość pozwala uniknąć odpowiedzialności będącej konsekwencją decyzji o wejściu w stałą relację. Niesamowita atmosfera spotkań, tajemnica, wyjątkowy seks, ekscytacja. Po nasyceniu wystarczy wymienić parę smsów, zapewnić o uczuciu i wrócić, kiedy przyjdzie chęć. Dlaczego miłość romantyczna jest pułapką? Bo tworzy iluzję bycia w związku. Każdy idzie własną drogą, spotykają się na chwilę, idealizują szczęście, po czym wracają do swoich oddzielnych domów, łóżek, rzeczywistości. Budowanie bliskiej relacji trwa latami i wiąże się z decyzją o zaakceptowaniu partnera zarówno gdy odczuwamy razem szczęście jak i wtedy, gdy przychodzą trudności. W romantycznej relacji intensywność emocji mylnie nazywana jest bliskością. Przekonują się o tym osoby uwikłane w romanse z partnerami posiadającymi rodziny. Choć godzą się na raniący układ podświadomie wierzą, że kiedyś kochanek odejdzie od żony i stworzy bliską relację właśnie z nią. Mija czas i nagle okazuje się, że nic takiego nie następuje, a pragnienia o posiadaniu własnej rodziny nikną w poczuciu żalu i straconego czasu. Romantyczna relacja to również pełna dramatów huśtawka euforii i rozpaczy. Rozstań i powrotów. Partnerzy grają w okrutną grę push and pull czyli przyciąganie odpychanie. Gdy zmęczona niedostępnością partnera kobieta odpuszcza, on ze zdwojoną siłą pragnie ją odzyskać. Kobieta początkowo opiera się ale „miłość” zwycięża, tym samym wraca do ukochanego, który znowu zacznie ją stopniowo unikać. Po co sobie to robić? By podtrzymać intensywność doznań, inaczej byłoby spokojnie, a spokój to śmierć dla romantycznej obsesji.
  • Mit o miłości, która wszystko poświęci.
    „Moja miłość go zmieni”, „Ja go uleczę ze wszystkich niedoskonałości i braków”, „Zrobię dla niej wszystko”, „Będę walczyć żeby uratować ten związek”. Tego typy sentencje charakteryzują osoby które utożsamiły miłość z poświęceniem. Poświęcać się możemy na wiele sposobów, oddawać kawałek po kawałku swoje zainteresowania, życie, karierę, przyjaźnie w imię trudnej miłości, która mamy nadzieję, kiedyś spłaci dług. Jeśli partner sprawia ból, wyrządza krzywdę, manipuluje osoby pojmujące miłość jako poświęcenie przyjmą to z początkową pokorą, zbudują pomnik męczennika i dumnie na nim staną. Im więcej z siebie dają tym większe poczucie misji, jednak iluzja nie utrzymuje się długo, gdzieś w zaciszu własnych myśli przychodzi poczucie wykorzystania, złość za nieodwzajemnione uczynki, smutek i samotność, bo skoro tyle mu dałam to dlaczego on się nie zmienia? Cierpienie jest tak ogromne, że nie sposób o nim nie mówić, użalanie, zwalanie odpowiedzialności na los, czy chorobę partnera, nienawiść i wchodzenie w rolę ofiary to najczęściej spotykana konsekwencja lęku przed wzięciem odpowiedzialności za siebie. Jest to częsty syndrom partnerów będących w związku z osobami uzależnionymi. Osoba której miłość do partnera jest silniejsza niż jej cierpienie, nie umie traktować siebie z szacunkiem. Pozostanie w roli ofiary tak długo, jak długo będzie budować swoje poczucie wartości na poświęceniu i nie zrozumie, że pozwalanie na to by ktoś ją krzywdził, jest wbrew ludzkiej godności. Argumentem kobiet, które są matkami, jest niemożność rozstania się z krzywdzącym partnerem, ze względu na dobro dzieci. Tymczasem szczęśliwe dzieci to szczęśliwi rodzice. Argument ten jest konsekwencją ogromnego lęku przed wzięciem odpowiedzialności za swoje życie i lękiem o przetrwanie bez partnera.
  • Mit o niezwykle udanym seksie jako miłości.
    Orgazmy łączące dusze i ciało, ekstatyczne doznania, zapach, namiętność i pożądanie, czyli udany seks, często jest odczytywany jako oznaka wielkiej miłości. Jeśli para często się kłóci, ciężko jest jej znaleźć przestrzeń do porozumienia i w konstruktywny sposób rozwiązywać konflikty, wartości się rozmijają, wspólne plany na przyszłość nijak mają się do siebie, wspaniały seks i tak wszystko wynagrodzi. Przekonanie, że to seks, a nie bliskość emocjonalna, którą buduje się latami jest podstawą udanego związku jest iluzją. Można przez lata trwać w układzie gdzie spoiwem łączącym jest udane życie erotyczne, jednak relacja tego typu nigdy nie spełni potrzeb prawdziwie głębokich więzi. Uciekanie w seks od trudnych emocji czy oddzielenie go od uczuć i sprowadzenie tylko do zaspokajania zwierzęcego popędu przynosi konsekwencje w postaci poczucia winy, wstydu, samotności i braku trwałej bliskości.

 

Różne rodzaje związków (w ujęciu przyrodniczym)

Związki nietoksyczne:

Symbioza – oba współżyjące organizmy odnoszą korzyści, żaden nie ponosi szkód jednak organizmy nie mogą żyć samodzielnie.
Komensalizm – związek przynosi korzyści tylko jednemu z organizmów, drugiemu nie szkodzi.

Związki toksyczne:

Pasożytnictwo – jeden organizm czerpie korzyści ze związku, drugiemu przynosi to szkody, pasożyt osłabia żywiciela, ale nie powoduje jego śmierci.
Drapieżnictwo – jeden organizm żywi się drugim, poluje na zdobycz i ją zabija.
Konkurencja – organizmy walczą ze sobą o zasoby środowiska, we współzawodnictwie oba organizmy tracą.

Związek partnerski:

Kooperacja – oba organizmy odnoszą korzyści ze związku, żaden nie ponosi szkód, każdy organizm może żyć samodzielnie.

 

Związki partnerskie
Związki partnerskie to związki, gdzie każda ze stron jest samodzielna, odpowiedzialna za siebie i swoje emocje. Nie ma mowy o zaspokajaniu sobie deficytów partnerem, bo ich nie ma, lub jeśli się pojawiają to zostają one uzupełnione w konstruktywny sposób. Każda ze stron mogłaby żyć poza związkiem, ale decydują się na bycie razem, ze względu na korzyści, jakie występują zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Życie razem nie jest warunkiem spełnienia, potrzeba bycia razem nie wynika z lęku przed samotnością. Nie ma tu mowy o walce o dominację i manipulacji. Życie razem jest wynikiem świadomej decyzji, podjętej w oparciu o rzeczywisty obraz partnera ze wszystkimi niedociągnięciami i ludzkimi ułomnościami. Zawarta zostaje umowa, warunków której zgodzili się przestrzegać wspólnie. Umowa mimo, że zawarta na czas nieokreślony daje możliwość odejścia przez każdą ze stron, z odpowiednim okresem wypowiedzenia oczywiście. Rozstania i przebieg takich związków nie mają cech dramatycznych. Spokój jest podstawą. Nikt tu nie próbuje uzależnić partnera, czy skleić się ze sobą, partnerzy dają sobie przestrzeń na rozwój i ufają, że jeśli cokolwiek w ich ustaleniach ulegnie zmianie będzie to przekaz pełen szacunku i godności. Partnerzy są napełnieni życiodajną energią i wiedzą jak ją uzupełniać nie czerpiąc z zasobów drugiego. Każdy daje bez obsesji, czy dostanie tyle samo w zamian, nawet jeśli chwilowo partner dostaje więcej bez obaw i pretensji, wszystko zostaje z czasem wyrównane. Dają bo mają co dawać, ufają, bo są pełni zaufania do siebie, rozwiązują konflikty w sposób konstruktywny, bo są pogodzeni ze sobą. Jeśli gdzieś na drodze życia przyjdzie im iść w inną stronę, podziękują za wspólny czas i pójdą dalej. Tym, którzy przeżyli piekło domów pełnych konfliktów, uzależnienia, czy związków pełnych cierpienia i niespełnienia, wydaje się to jeszcze jedną bajką. A jednak takie związki istnieją naprawdę i są w zasięgu każdego z nas. Wystarczy zgłębić swoje deficyty, przepracować z pomocą terapeuty przeszłość i stare niesłużące naszemu rozwojowi schematy. Ważne jest podjęcie decyzji, odwaga i wytrwałość w pracy nad sobą oraz szczera chęć by uwolnić się z toksycznych związków.
Związek czy relacja?
Związek to decyzja zarówno kobiety jak i mężczyzny, że chcą iść przez życie razem, mają wzajemne zobowiązania, wspólne mieszkanie, plany, dzielenie radości i smutków. Nie istnieje w moim mniemaniu związek kobiety z żonatym mężczyzną, związek na odległość, czy związek singla i singielki spotykających się raz na jakiś czas, to są relacje, rozumiem, że mogą być one satysfakcjonujące dla niektórych, lecz nie są odzwierciedleniem głębokich trwałych związków. Problem pojawia się gdy jedno z partnerów chce związku, a drugie relacji. Iluzja, że partner będzie chciał z relacji przejść w związek jest o tyle przebiegła, że rozbudza nadzieję na wspólne życie i skłania do czekania na niegotowego do zobowiązań partnera. Mijają lata i tym trudniej podjąć decyzję o rozstaniu, ze względu na zainwestowany czas i energię.

Cechy związku partnerskiego:

  • Partnerzy mają wspólny system wartości (tj. rodzina, dzieci, praca, rozwój osobisty, przyjaźnie, bliskość, pasje, przyjemności, zdrowie fiz. i psych. aktywność społeczna, intymność, wspólne rozmowy).
  • Partnerzy spędzają dużo czasu robiąc rzeczy, które obojgu sprawiają przyjemność.
  • Partnerzy akceptują siebie nawzajem, nie usiłują zmieniać się nawzajem, zdominować lub być zdominowanym.
  • Partnerzy są uczciwi wobec siebie, szanują się, mówią o własnych uczuciach.
  • Partnerzy uczestniczą w swoim życiu rodzinnym, znają swoich znajomych i przeszłość.
  • Partnerzy uwzględniają swoje wzajemne potrzeby. Kiedy zaspokajają swoje potrzeby są uważni, by nie krzywdzić tym partnera.
  • Partnerom udaje się rozwiązywać pomyślnie konflikty, potrafią iść na kompromis.
  • Partnerzy nie czują się odpowiedzialni za drugą stronę tylko za siebie, nie oczekują od partnera, aby on sprawiał, by poczuli się szczęśliwi.
  • Partnerzy mają taką samą definicję zdrady.
  • Partnerzy planują wspólną przyszłość i realizują te plany.
  • Partnerzy nie blokują rozwoju osobistego zarówno swojego, jak i partnera.

Charakterystyka toksycznych relacji:

  1. Mając zaledwie kilka zdrowych granic, wikłamy się w kontakty seksualne i związki emocjonalne z ludźmi bez wcześniejszego ich poznania.
  2. Boimy się osamotnienia i porzucenia. Stale wracamy do bolesnych, destrukcyjnych związków. Ukrywamy przed sobą i innymi nasze nałogowe potrzeby, co prowadzi do głębszego zapadania się w izolację i wyobcowanie od przyjaciół, bliskich, od siebie samych i od życia duchowego.
  3. Wikłamy się w jeden związek po drugim, często utrzymując więcej niż jedną relację seksualno- emocjonalną jednocześnie. Boimy się uczuciowej lub seksualnej deprywacji.
  4. Mylimy miłość z potrzebą bycia razem, fizyczną i seksualną atrakcyjnością, litością bądź też potrzebą ratowania lub bycia uratowanym.
  5. Czujemy się puści i niekompletni, kiedy jesteśmy sami. Boimy się prawdziwej intymnej więzi i zaangażowania. Stale poszukujemy związków lub kontaktów seksualnych.
  6. Seksualizujemy (nie chcąc przeżywać danych emocji, zamieniamy je na uczucie podniecenia) stres, samotność, gniew, wstyd, strach i zazdrość. Używamy seksu i emocjonalnej zależności jako substytutu troski, opieki oraz wsparcia.
  7. Używamy gry uczuciowej do manipulowania i kontrolowania innych.
  8. Stajemy się unieruchomieni lub bardzo roztargnieni z powodu uczuciowych oraz seksualnych obsesji i fantazji.
  9. Unikamy odpowiedzialności za siebie, poprzez wiązanie się z ludźmi emocjonalnie niedostępnymi.
  10. Zniewala nas emocjonalna zależność, uczuciowe intrygi i kompulsywna seksualna aktywność.
  11. Boimy się zranienia, przez co unikamy związków zapowiadających prawdziwą intymną więź i bliskość. Mylimy uczuciowe i seksualne zamrożenie ze zdrowieniem.
  12. Przypisujemy innym magiczne właściwości. Idealizujemy ich i gonimy za nimi, a następnie winimy za to, że nie spełniają naszych oczekiwań i fantazji.