Nowa historia osoby cierpiącej na zaburzenie osobowości z pogranicza, jak zawsze odważna i dająca nadzieję, która jest tak potrzebna.
Komentarze będę odsyłać do autorki, więc mogą pojawić się z opóźnieniem (linki są dodane przeze mnie).

Chciałabym podkreślić, że wszelkie szczegóły (w każdej historii) są zmienione, by osoba nie mogła zostać rozpoznana, więc, jeśli się komuś wydaje, że zna tę osobę, to wrażenie przypadkowe.

Zaburzenie Osobowości z Pogranicza- Moja historia: TikTak

Zaczęło się już w łonie matki. Ojciec był psychopatycznym szajbusem, znęcał się nad mamą psychicznie i fizycznie. Ta z braku miłości zakochała się w innym i zdradziła ojca. Co oczywiśnie z niczego jej nie tłumaczy. Nie wiem więc czyja jestem do dnia dzisiejszego. Tata dowiedział się o wszystkim, kiedy byłam w brzuchu mamy. Zapewne ładnie jej się oberwało za to. Ja, taka mała fasolka zapewne odczuwałam to wszystko bardzo intensywnie. Myślę, że przez mamy lęki i wieczne awantury w ciąży mogę mieć predyspozycje do bpd.

Nie było by może tak źle gdyby nie moje środowisko wychowania w domu.

Zacznijmy od tego, że jako mała dziewczynka niewiele rozumiałam (dzieci z reguły jak są małe niewiele rozumieją). Pamiętam, że rodzice dużo imprezowali. Tata zabierał mnie na jakieś pijackie imprezy, gdzie podrywał inne kobiety na moich oczach i co gorsze – na mamy . Ta nie mogła się odezwać bo by jej wpier… Tak więc zapijali swoje emocje i jechali do domu. Po powrocie zawsze dochodziło do bójek i awantur. Wiele imprez było w domu na moich oczach. Pamiętam, że zabierałam tacie wszystkie piwa, budowałam namiot i sprzedawałam mu je jak byli goście. Wieczne imprezy. Tata był cwany, tak więc mieliśmy dużo pieniędzy. Dyrektor firmy i przekręty. Wszystkie wypłaty i premie były otrzymywane w tajemnicy przed matką. Ojciec miał talent do przepuszczania pieniędzy, szczególnie na alkohol. Moja mama z biegiem czasu robiła się oszołomiona całą sytuacją, biciem, alkoholem i permanentnym uczuciem lęki . Była katowana i nie miała prawa istnieć. Ciężko mi to dzisiaj przyznać, ale w moim oczach była prosta, głupia i słaba. Nie miała woli istnienia. To była kobieta zdominowana przez ojca i swojego ojca, czyli mojego dziadka. Co bardzo ważne- miała pewne cechy zaburzenia borderline i myślę, że przyczynił się do tego mój dziadek, którego zabrali do obozów. Był tyranem i traktował matkę jak sługę. Mama opowiadała mi jak kiedyś dziadek przyszedł do niej jak spała, miał toporek i chciał ją zabić. Miał widocznie jakieś „jazdy” co w tamtych czasach było trzymane w tajemnicy.

Kiedy to piszę, to mam ochotę umrzeć. Silne emocje mną targają.

Miałam 7-8 lat kiedy zafascynował mnie seks. Widocznie budziła się we mnie wtedy seksualność. Tata miał wiele pornoli, które podkradałam. Musiałam odczuwać przyjemność, uprawiając ( udając, że się go uprawia ) „seks”  z koleżankami . Oglądałyśmy pornole i bawiłyśmy się w dom. Zawsze któraś grała męża, albo chłopaka. Wszystkie związki były toksyczne. W tych zabawach zawsze dochodziło do awantur i bijatyk. Taki obraz domu miałam ja i moje koleżanki, często z podobnych domów jak ja.Podłapałyśmy te zachowania z pornoli i filmów erotycznych, czasami po prostu z domów. Nigdy nie fascynowały mnie kobiety, to działało na zasadzie czerpania przyjemności podczas masturbacji. To mnie po prostu odprężało i pobudzało. To było po prostu miłe. Słyszałam o takich przypadkach, że małe dziewczynki w przedszkolu tarły się o podłogę, aby rozładować swoje emocje. To działa na zasadzie nieświadomego czerpania przyjemności.

Oczywiście jak się połapałam, że to ohydne – dałam sobie spokój. Nienawidziłam siebie za to. Żyłam we wstydzie lata. Brzydziłam się siebie i nie szanowałam. Seks traktowałam jako odreagowanie stresów. Często pobudzenie seksulane wzrasta na skutek odczuwania stresu czy lęki. Dzisiaj mam wrażenie, że moja seksualność nie istnieje. Wszystkie zaburzenia seksualne występujące u dorosłych często mają podłoże w przekonaniu, że ciało jest czymś złym, nieczystym, a seks – zakazanym i wstydliwym. I to przekonanie kształtuje się w dzieciństwie. To niestety dotyczy mnie również – do dziś.

Kolejny etap zaburzenia to patrzenie na bijatyki w moim domu. Z roku na rok było coraz gorzej. Tata bił mamę, jak bokser, mnie i brata. Z czasem biliśmy się wszyscy, od wyrywania włosów do kopania. Pełen barwy pakiet patologicznych zachowań. Za wódę ojciec zrobiłby wszystko. Ukradł mi łańcuszki z komunii i zadłużył mieszkanie. Był bezwstydny i psychopatyczny.

Moje dzieciństwo pamiętam, jako lęk w łóżku. Potrafiłam leżeć do świtu bojąc się iść zrobić siku. Nie mogłam spać i miałam koszmary (koszmary mam do dziś). Tata był współwłaścicielem mieszkania, ale mama go wywaliła z domu, tak więc mieszkał ze swoją matką . Codziennie jednak przychodził na kontrolę , wtedy matka krzyczała „IDZIE!” (miał prawo wchodzić do swojego mieszkania kiedy chciał ).

Kiedy słyszałam klucz w zamku cała się trzęsłam. Dochodziło do bójek. Tata siadał z matką w pokoju, rozmawiał, po czym nagle słyszałam odgłos pięści; wbiegałam do pokoju i rozdzielałam. Pies broniąc dostawał kopa; włosy wyrwane z głów leżały po wojnie, jak łuski po nabojach. Płacz; ból; trwał do rana… Znowu nie mogłam spać.. miałam bardzo duże problemy ze snem.W wieku 13 lat trafiłam do psychiatry dziecięcego z bezsennością i bulimią kompulsywną. Uciekałam z domu, chciałam się wielokrotnie zabić. Szukali mnie wszyscy i wtedy docierało do mnie, że kogoś obchodzę. Dzisiaj robię dokładnie takie same akcje chłopakowi. Czekam właściwie aż mnie zostawi. A może też robię wszystko aby to zrobił, bo kiedy mnie chce zostawić odczuwam miłość( tą toksyczną), a kiedy się martwi – uspokajam się, że mnie kocha…

Miłość… co to jest?

Liceum ? pierwsza obsesyjna miłość do chłopaka 10 lat starszego. Oczywiście mama popierała uczucie. Stojąc w oknie obserwowała, kiedy mój obiekt pożądania przejeżdża samochodem. Wtedy wychodziłam z psem i mogłam na niego popatrzeć. Koledzy byli zawsze ode mnie starsi. Piłam z nimi wódkę i wracałam nad ranem, po czym szłam do szkoły.

Pierwszego chłopaka miałam w wieku 18 lat. Zawsze jak wracałam późno do domu i wchodziłam do domu słyszałam :”wróciłaś ty kur..? Pie…doliłaś się pewnie”

Wypowiadała to moja mama, którą kochałam najbardziej na świecie i która to niszczyła mi życie. Nie uprawiałam seksu, a ciągle wyzywali mnie w domu od kurw i szmat. Po pewnym czasie tak się zaczęłam czuć naprawdę.

Związki miałam bardzo niestabilne, trułam się i wyzywałam swoich partnerów od najgorszych. Manipulowałam i groziłam codziennie, że to koniec – tak, aby dostać w zamian dowód miłości. Kochałam awantury, bo te wzbudzały uczucia tak silne, jak te w domu. To moja norma. Moja cała choroba wyrosła w złości i cierpieniu.

Upijałam się; facetów zmieniałam jak rękawiczki. Było mi obojętne, czy ktoś mnie szanuje, czy nie. Nie chciałam żyć, nie zależało mi na uczuciach.

Mama zachorowała na raka. Pracowałam tylko ja. Brat i tata opiekowali się mamą. Ta po pierwszym wylewie zamieniła się w warzywo. W wyniku przerwania nałogu alkoholowego zwariowała już całkowicie. Zmarła kiedy to rozpoczęłam studia… I wtedy zaczęła się jazda…

Upijanie się, bawienie się z facetami, codzienne pragnienie śmierci.. obojętność.. autodestrukcja…Wejście w związek z człowiekiem, który mnie zdradzał, okłamywał i śledził. Wpadłam w depresję ..i wtedy poszłam do lekarza.. miałam 23 lata. Zaczęłam leczenie borderline. DDA. DDD…

Szpital dzienny, szpital zamknięty w Zalesiu, leki..co prawda mało. Brałam tylko stabilizator  w małej dawce prawie dwa lata. Ustabilizowałam się.

Pracuję w dobrej firmie. Skończyłam studia i jestem zdrowa. Co prawda często wpadam w depresję; mniej więcej dwa razy w roku mam obniżony nastrój. Na szczęście mam możliwość chodzenia raz w tygodniu na terapię; mija 4 rok leczenia. Biorę stabilizator, który właściwie chroni mnie też przed migreną. Z ojcem nie mam kontaktu; jest jeszcze brat, który przeżył to, co ja, mieszka koło mnie. Mieszkamy w stolicy. Tu jest wiele miejsc gdzie można znaleźć pomoc. Wystarczy poszukać i mocno chcieć wyzdrowieć. Można podnieść się z dna i żyć przez pierwsze lata terapii jako tako. Horror zaczyna się  z początkiem leczenia, ale warto go „przerobić” od deski, do deski. Koniec to stabilizacja i wzrost nadziei, że kiedyś będzie lepiej.

Jestem w związku i mam nadzieje, że niedługo założę rodzine. Ale nie ukrywam, że aktualnie przeżywam chwilowy nawrót choroby. To znaczy, że mam jazdy i znów uciekam z domu, aby pochodzić bez celu. Rzucam w chłopaka skarpetkami i czuję się ciężarem. Chcę to zakończyć. Rano go kochałam, wieczorem wyzwałam od skur…syna i kazałam wyp.. z mojego życia. Taka jest ta choroba. Czasami jest bardzo męcząca..ale te ataki przychodzą do mnie coraz rzadziej…

BPD trudne dla chorego i otoczenia. Nie wiem, co będzie. Wiem, że ludzie zdrowieją i można z tym żyć. Z tym, że trwa to lata. Im wcześniej się zacznie tym szybciej poczuje się zdrowe ‚JA’

Zaczęłam terapie w grudniu 2010, która składała się z różnych etapów ( opisanych na mojej stronie ).

Trwa do dzisiaj.

Wiem, że każdy przypadek BPD jest inny i do każdego trzeba podchodzić indywidualnie. Znam wiele osób kończących leczenie sukcesem.

Życzę wszystkim powodzenia i nie poddawania się. Wiem jak wiele cierpienia jest w każdym z was. Wiem ile koszmarów wyśniliście w nocy i ile płakaliście przez sen.

Ile traum do was wraca i jak bardzo boicie się żyć. Wiem…
Wiem, że razem może być nam łatwiej. Ja osobiście czuje się normalniej i raźniej czytając, że nie tylko ja cierpię, nie chodzi o to, że cieszę się z ilości z chorych.
Cieszę się, że zaczynamy o tym rozmawiać i wspierać się.

Dopóki borderline będzie tajemnicą, dopóty będziemy czuli się wycofani ze społeczeństwa. Inni, gorsi…
To o nas pisze się tak beznadziejne blogi, jak odtrutka na związki z toksykiem (borderem). To o nas piszę się, że trzeba nas omijać, że nie mamy uczuć, nie umiemy kochać i powinno się nas spalić. I co najgorsze wierzymy w to i mamy zerowe zaufanie do ludzi. Odsuwamy się i anonimowo piszemy blogi. Ale póki co, tyle nam starcza. Kiedyś się to zmieni. Dzięki nam, dzięki takim portalom.

(Pisałam to maju 2015 . Dzisiaj jestem w ciąży szczęśliwa, o krok dalej, wszystko się układa. Zakładam wreszcie swoją rodzinę. Nie byłoby tak gdybym się poddała. Walczcie- im wcześniej tym lepiej.

Moja cała historia choroby na www.pogranicza.pl