Kolejna historia nadesłana, bardzo wzruszająca, bardzo mocna. Komentarze jak zwykle będą musiały być zaakceptowane przez autorkę, więc mogą pojawić się z opóźnieniem.

Chciałabym podkreślić, że wszelkie szczegóły (w każdej historii) są zmienione, by osoba nie mogła zostać rozpoznana, więc, jeśli się komuś wydaje, że zna tę osobę, to wrażenie przypadkowe.

Moja historia BPD- Nadzieja

Skąd się wzięłam? grono osób twierdzi, że dzieciństwo nie ma wiele wspólnego z borderline, ale u mnie ma. Wychowałam sie przy pijanej matce, ojcu alkoholiku, który ją bił i zdradzał. Wtedy przysięgałam sobie, że nie będę miała takiego męża, że nie dam się bić i poniżać, że nie będę piła, paliła itd. obiecałam sobie wiele rzeczy…

Widziałam awantury, nóż wbijający się w rękę „przyjaciela” rodziny, który złożył przysięgę 6 letniemu dziecku, że będzie jego, trzymając rękę na jej pochwie, a jej rękę kładąc na swoim penisie. To trwało z 4 lata dopóki się nie wyprowadziliśmy. Matka poszła ze mną do ginekologa, po latach zapomniała i do dzisiaj ma amnezję. Pamiętam jak zostałam zostawiona na rok u babci, która kochała. Jak kochała? Prosta kobieta dała mi dom, ale babcia przywiązywała mnie do łańcucha od psa, jak psa. Babciu, dlaczego mi to zrobiłaś? dlaczego tak mnie poniżyłaś? Od niedawna to przerabiam, bo zapomniałam o tym. A boli.

Miałam dość. Chciałam do matki, bo przecież mój brat był z nią, a ja czemu nie? Czemu mnie nie chce? Przypominało mi się, jak powiedziała, że miałam zostać usunięta, ale było już za późno, wystarczy, że 4 mojego rodzeństwa nie ujrzało nigdy światła. Pamiętam, jak za wódkę mógł moją matkę mieć każdy. Co jeszcze pamiętam? Ojczyma. Był opiekuńczy, ważne, że nie dotykał, nie molestował. Uff. Włóczyliśmy się, jako dzieci mieszkając w hotelu, u wujka, który też macał, nawet mojego brata. Potem mieszkaliśmy w bloku, wynajęto nam mieszkanie. Matka naga, ojczym też, widzieliśmy ich nie raz w akcji. Ale ojczym zaczął pić, bić, awanturować się, miał schizy, pluł nam w twarz, a myśmy mieli po 14-15 lat. Matka odeszła od niego, mieliśmy spokój. W tym czasie matka zaczęła pracę prostytutki. Mnie też chciała w to wciągnąć. Jej kolega z pracy nie dawał mi spokoju, macał. Nie dawałam się, ale ile ja mogłam wiedzieć? Resztę dopowiedzcie sobie sami. Następny przyjaciel matki, normalniejszy, ten nie macał, nie molestował. Codziennie drżałam, czy nie zacznie. Dzięki mu, że nie. Wiedział o profesji matki i miał z tego kasę. Ja nie prosiłam się o kasę, jak dostałam, to kupowałam sobie słodycze aż do zemdlenia. Zdradził matkę, to ona go wyrzuciła.

W wieku 19 lat po maturze zaszłam w ciążę. Chłopak mnie kochał, był zakochany po uszy. Ta miłość wręcz bolała mnie, bo ja nie umiałam kochać. Nikt mnie nie nauczył kochać. Choć nie, kochałam swojego chłopaka, który mnie rzucił, nie umiałam o nim zapomnieć. Ja powiedziałam, że nie zostanę samotną matką więc wyszłam za ojca dziecka. Ciąża była niechciana. Nienawidziłam jej, miałam przecież inne plany po maturze. Miałam wyjechać. A zostałam matką, urodziłam syna, którego mąż bardzo kochał. Ja chyba miałam depresję poporodową. Gdy mały miał 2 tygodnie uderzyłam go w twarz, bo ugryzł mnie w pierś.Wyłam do księżyca, nosiłam go na rękach, jak płakał. Chciałam być dobrą matką, a byłam bardzo złą. On był uparty więc odrzucałam go, bo nie dał się wychowywać tak jak ja chciałam. Mój mąż pochodził z rodziny też trochę patologicznej, jego matka była bita w ciąży, uciekała. Ojciec nadużywał alkoholu, miał próbę samobójczą. Od początku naszego małżeństwa toczyłam walkę o jego matkę. Ciągle się wtrącała, nakazywała, despotka, która musi mieć pierwsze i ostatnie zdanie.

Mąż zaczął nadużywac alkoholu po 3 latach małżeństwa. Pił, ale nie bił. Ja z dzieciństwa wyniesioną obietnicą biłam go, poniżałam. Prosiłam, błagałam. Prowadziłam monologi, bo on był bardzo małomówny, zamknięty w sobie i tak kilka lat. Potem jego dwie próby samobójcze.Teraz widzę po latach, że moje podejście do niego go tak wykończyło, już byłam toksykiem. Po 7 latach urodziłam drugiego syna, myślałam, że będzie lekarstwem, że mąż się opamięta. I starszy syn był kochany, chciany. Nie to co młodszy.

Jak mąż dalej pił, jeździł pijany autem zaczęłam go zdradzać. Szukałam w internecie miłości. Niby znajdowałam, ale to było krzywe zwierciadło.

Pracowałam i dalej pracuję, bo praca daje mi satysfakcję, jestem grafikiem komputerowym i czasami nawet to lubię. W pracy jestem postrzegana, jako normalna osoba, fajna uśmiechnięta, wręcz bez problemów dla osób, którym się nie zwierzam. Nikt nie zna mnie z tej złej strony.

Jak mąż przestał pić nie widziałam tego, że jestem DDA i współuzależniona. Gdy syn miał 12 lat zaczęłam go bić, poniżać, mówić że jest niechciany itd. Była policja, sąd prokurator, kurator, ośrodek OIK.

Tam po kilku miesiącach terapeuta powiedział, że nie jest w stanie mi pomóc i muszę iść do psychiatry. Poszłam, leki pomagały, stawałam się obojęta na małżeństwo, problemy. Byłam uzależniona od internetu.Tam szukałam facetów do pisania, szukałam miłości. Zaczęłam z premedytacją uprawiać seks z byle kim, byle gdzie. Na początku miałam wyrzuty sumienia i to duże, aż doszło do tego, że przestałam je mieć. Dlaczego? Bo przecież moja matka dawała radę to i ja dam. Wyrośliśmy z bratem na „ludzi” jesli można to tak nazwać. Aż stwierdziłam, że będę szukała związków choćby na parę tygodni, miesięcy, na stały seks. Ale nie wiedziałam, że każąc milczeć moim synom przed mężem, którzy wiedzieli, że mam faceta, kochanka, czy jak to nazwać, robiłam im wielką krzywdę. Oni trzymali to w sobie i do dziś czasem, jak kłócę się z którymś z nich to mam odpowiednie słownictwo, zachowanie itp.

Mąż przy problemach z młodszym synem zaczął spać osobno. Z alkoholizmu popadł w pracoholizm. A ja romansowałam na całego. Bo przecież zostałam odrzucona. Co za okropne myślenie!! To nie tak miało być, nie takiego życia chciałam. Po 3 letnim romansie w ukryciu, zaczął się następny- ten z internetu. Ależ ja byłam ślepo zakochana w oszuście. Ale liczyło się, że trzymał za rękę , że mówił, że kocha, nic że pił, a nawet uderzył.Wybaczyłam, bo kochałam. Aż w domu zaczęło się kolejne piekiełko. Chciałam mieć męża i kochanka. Choć od męża chciałam odejść kilka razy, to nie umiałam, nawet pozew rozwodowy leżał kilka lat. Mój mąż nie radził sobie z problemami i ja też nie. Wiedziałam, że mój kochanek mnie zdradza więc rzuciłam go, a w tym czasie mąż trafił do szpitala. Jeździłam, nie wiedziałam, co robić, chciałam to naprawić, ale nie wychodziło. Szamotałam się między kochankiem, który nie dawał mi żyć. Mężowi powiedziałam, że chcę z nim być. Wybaczył mi, tak powiedział. Próbowaliśmy naprawiać, zmieniłam nr telefonu, żeby ex się odczepił, musiałam sobie zrobić badania na  hiv. Poniżające, ale prawdziwe.

Już 2,5 roku, jak próbujemy z mężem. Znalazł stronę gdzie piszą zdradzeni, pojawiła się jego historia i moja. Jakże odmienne. Nie znosiłam krytyki. Tam wyszło, że mogę być borderem. Nie wierzyłam, płakałam, jak czytałam takie brzydkie określenia jak toksyk. Aż wyszło, że jestem nim. Mąż dawał mi szanse jedną, kilka, ja się obrażałam, strzelałam fochami. Nie rozmawiałam przez dni, tygodnie, bo tak się nauczyłam po monologach, że nic nie wskóram. Więc milczałam. Zachowywałam sie nieadekwatnie do sytuacji. Chodziłam dalej do psychiatry po leki, na terapię taką i siaką. I ledwo co udawało się zrobić ze sobą. Dziecko skrzywdzone, toksyk się odzywał tam w środku. Całe życie szłam, jak czołg rozpamiętując swoje nieszczęście. Nie umiałam zapomnieć o wielu rzeczach, krzywdach, bolących słowach.

Aż znalazłam pokój zapomnienia, tak to teraz nazywam, gdzie zaczęłam wrzucać radości, smutki, nieszczęścia. Bez rozpamiętywania, bez myślenia, że robię komuś krzywdę. Dlatego  dzieciństwo mojego młodszego syna znikło mi z oczu, pamiętałam, co chciałam, co było mi wygodne. Wiele rzeczy nie pamiętam.

Po prawie roku chodzenia do psycholożki, jak się spytałam, czy mogę mieć borderline stwierdziła, że tak, nawet silne, psychiatra zaliczył to do zaburzeń afektywnych niekoniecznie dwubiegunowych. Ale co zaburzenia, to zaburzenia. Jak przetrawiłam, że jestem borderką kupiłam sobie książki, by poczytać. Przy jednej nawet wyłam, bo byłam tam opisana JA!

Mogę powiedzieć, że stoję nad przepaścią, ale boję się skoczyć. Nie umiem kochać, jak jest fajnie to jestem szczęśliwa i nie chcę pamiętać o złym, jak jest źle to nienawidzę cały świat i siebie. Przecież ja nic nie zrobiłam. Tak to sobie tłumaczę. Ale jest ale …..z jednej strony jedną ręką zanurzałam dzieci i męża w wodzie, żeby ich utopić z drugiej strony podawałam drugą rękę, by ich wyciagnąć. Kim ja jestem naprawdę? Potworem. Mam jeszcze niższą samoocenę niż w ogóle kiedykolwiek ją miałam. Nie zdradzam, nie szukam nikogo, ani niczego. Nie mam marzeń, bo po co? Żyję realnie w świecie skrzywdzonego dziecka.To już koniec mojej opowieści. Jest jeszcze wiele rzeczy, ale nie daję rady pisać. Łzy same lecą.
Zostało mi jeszcze trochę własnej wiary, ważne, że mam do kogo się pomodlić.