Piszę w formie żeńskiej, ponieważ jest więcej mężczyzn o przywiązaniu unikającym (wynika z badań), ale oczywiście, poniższy tekst dotyczy obydwu płci.

Porady Randkowe

Wiecie, co zwykle czytamy w tych poradach randkowych:
nie odbieraj telefonu,
nie próbuj się za szybko umówić,
nie zostawiaj swoich rzeczy u niego,
absolutnie nie pokazuj mu, że ci na nim zależy,
daj mu przestrzeń.

generalnie udawaj niedostępną i za wszelką cenę, nie pokaż mu, że go potrzebujesz

paradoksem jest jednak fakt, że im szybciej i im bardziej nasze emocjonalne potrzeby zostaną spełnione, tym szybciej możemy zająć się czym innym, czyli właśnie -nie wieszając się na partnerze zajmować się własnymi sprawami. Mimo to od lat kobiety martwią się, że nie chcą być bluszczem, nie chcą się uwieszać, nie chcą być zależne…

skąd to się wzięło?

pamiętacie stare teorie dotyczące wychowywania dzieci?

zostaw, niech popłacze- usamodzielni się, nauczy się samo uspokajać- tak mówiono mamom jeszcze do niedawna. Pokutowały przekonania z początku wieku, że im mniej rodzica (matki) przy dziecku- tym większą ma ono szansę na autonomię, dobre życie, prawidłowy rozwój osobowości. Potem na scenę wkroczył Bowlby i Mary Ainsworth, a potem Harlow ze swoimi badaniami i wszystko się zmieniło. Dzięki ich pracy powoli zrozumiano, że więź między matką a dzieckiem to coś dużo więcej niż oferowanie jedzenia, czy zmienianie pieluchy.

Bliskość jest potrzebna, każdemu !!!

W sławnym i upiornym eksperymencie z małpkami Harlow zabierał małpki od ich mam i trzymał je w klatkach, gdzie miały do wyboru „mamę drucianą z mlekiem” i „mamę ze szmatek” (tutaj filmik) okazało się, że małpki, owszem piły mleko u drucianej, ale potem 18 godzin spędzały z mamą szmatkową, do której mogły się przytulić.

powoli zrozumieliśmy, jak ważna jest nie tylko fizyczna dostępność mam, ale też emocjonalna (dzieci mam z depresją, często rozwijają przywiązanie lękowe).

Współuzależnienie

kolejną teorią, która wpłynęła na genialne porady randkowe jest teoria współuzależnienia.

Oryginalnie miała ona pomagać bliskim osób uzależnionych (chociaż dzisiaj nawet w tym wypadku drży w posadach) w skrócie to coś w stylu, jeśli ktoś jest uzależniony, musisz zerwać z nim kontakt aż się opamięta, to twoja wina, że on pije/bierze, bo go w tym wspierasz swoją obecnością. Sprawa jest o wiele bardziej złożona i jak mówi Johann Hari w swoim filmiku:

Od 100 lat wykrzykujemy groźby pod adresem uzależnionych. Myślę, że zamiast tego powinniśmy śpiewać im pieśni miłosne, ponieważ przeciwieństwem uzależnienia nie jest trzeźwość. Przeciwieństwem uzależnienia są więzi.”

Wracając do związków, te wszystkie stare teorie, spowodowały wysyp poradników, które stawiają taką tezę: twoje szczęście ma pochodzić od ciebie, a szczęście partnera ma być w nim, musicie być niezależni od siebie, albo, moje ulubione 😈 aby pokochać kogoś, najpierw musisz pokochać samego siebie,

konia z rzędem temu, kto wie, co to znaczy. Biorąc pod uwagę badania, że 50% ludzi w którymś momencie swojego życia będzie miało myśli samobójcze przez 2 tygodnie na poważnym/umiarkowanym poziomie- to chyba jednak sporo osób „siebie nie kocha” skoro chce umrzeć. Czyli te 50% nie może stworzyć udanego związku? tylko najpierw musi iść na ileś lat terapii kochania siebie, której nawet jeszcze nie wynaleziono? Zostawmy więc te brednie!

Biologiczna Zasada Przywiązania

Badania pokazują, że kiedy uda nam się nawiązać bliską więź stajemy się jednością z partnerem. Poczytajcie badania, szczególnie te James Coan są ciekawe, żony podłączono do fMRI a potem wprowadzono w stan stresu (rażono małym natężeniem prądu) normalnie widać reakcję bólową w mózgu, natomiast kiedy trzymały rękę nieznajomego stres się zmniejszał, kiedy trzymały dłoń męża stresu praktycznie nie było i efekt był lepszy, kiedy związek był udany. Naprawdę wiemy dzisiaj, że bliskie związki służą regulowaniu emocji. Więc te całe teorie dwóch samotnych i samowystarczalnych wysp, które czasami się spotkają, by uprawiać seks możemy włożyć między bajki.

Paradoks Przywiązania

Jak pisałam wyżej, nie oznacza to, że mamy się skleić z drugą osobą na 100% swojego czasu, wręcz odwrotnie, kiedy czujemy się bezpiecznie w związku, nie musimy się wyginać i gimnastykować, żeby nasze potrzeby były zaspokojone. Właśnie w bezpiecznej relacji mamy spokój, który pozwala nam na eksplorowanie i zdobywanie świata. Jak w dzieciństwie, jak w badaniach Bolby’ego, jeśli nasz partner jest dla nas bezpieczną bazą, nie boimy się odejść, bo wiemy, że w razie czego możemy zaraz wrócić i ta osoba będzie czekała z otwartymi ramionami. Paradoks wygląda więc tak: żeby być niezależnym, trzeba być bezpiecznie współzależnym ze swoim partnerem.

Jak to wygląda w praktyce?

jeśli mam bezpieczną relację, to jadę sobie z koleżanką na wakacje i świetnie się bawię, a potem wracam do domu, do partnera i z przyjemnością opowiadam mu o moich przygodach (bez podtekstów). Jeśli takiej bezpiecznej relacji nie mam, to być może nigdzie nie pojadę, albo pojadę, ale będę połowicznie obecna, bo towarzyszy mi lęk, nie czuję wsparcia, a kiedy pokłócę się z koleżanką, nie mam do kogo zadzwonić, bo partner jest nieuchwytny. Lepiej więc, jak zostanę w domu przy nim.

Wniosek z tego jest taki, że niezależnie od tego, czy masz przywiązanie unikające (i wkurza cię zależność partnera), czy lękowe (boisz się, że coś się stanie) warto zadbać o relację, by była bezpieczna. Obydwie strony skorzystają i wszyscy razem pobiegniemy w zwolnionym tempie trzymając się za ręce w stronę tęczy 😉

ps. to oczywiście nie zawsze jest takie proste, czasami trzeba skorzystać z pomocy specjalisty, ale na początek poczytajcie sobie książkę, na której podstawie piszę artykuły „przywiązaniowe” czyli attached, a jeśli jesteście gotowi pracować nad związkiem, to kupcie sobie dwie książki dostępne po polsku autora Gottmana i zacznijcie robić ćwiczenia.