Głód emocji

 

Tekst nadesłany przez koleżankę, psychoterapeutkę poznawczo-behawioralną Monikę Rutke, z którą można się skontaktować pod numerem:662 110 515

Anna, l.31
„Po pracy nie miałam siły już na nic. Byłam wyczerpana. Nie miałam siły się złościć, nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Zresztą, z kim? Kto zrozumie, jak czuję się, gdy moja praca, moje pomysły, plany wyrzucane są z uśmiechem do kosza. Wszyscy wyrazili już swoje zdanie – rzuć tą robotę, stać cię na coś lepszego. Tylko, że ja nie chcę się poddać. Tyle wysiłku włożyłam w ten projekt – nie pozwolę się tak traktować. Myśli o zemście, o swoim upadku krążyły jak oszalałe. Byłam głodna ale chciałam zacząć od drinka. Alkohol jednak się skończył. Otworzyłam lodówkę. Wyjęłam parówki – zjadłam trzy na zimno, potem plastry żółtego sera. Otworzyłam puszkę z tuńczykiem. Wiedziałam, że przesadzam ale trudno to było zahamować. Gdy jadłam czułam się bezpieczna. Było mi dobrze. Czułam się syta, a jednak wciąż wyciągałam nowe atrakcje dla podniebienia (które zresztą w normalnych okolicznościach nie stanowiłyby żadnej atrakcji, a sposób ich łączenia przyprawiłby mnie o obrzydzenie). Na koniec wyjęłam z zamrażalki pudełko lodów i poszłam na kanapę przed telewizor. Włączyłam jakiś serial i bezrefleksyjnie opędzlowałam lody do końca. Poczułam się pełna. Bardzo pełna. Gdy myślałam o pełnym żołądku, w końcu byłam w domu. Nie w pracy”.

Zajadanie Emocji

Sytuacje takie jak ta, opisana przez Annę to przykład zajadania emocji. Zjawisko tak powszechne, jak powszechne są trudności w regulacji emocji. Jedzenie może działać tak jak alkohol – początkowo przynosi ulgę, uczucie rozluźnienia i przyjemności. Organizm szybko uczy się, że może ono być sprzymierzeńcem dla skołatanych nerwów. Tylko, ze podobnie jak substancje psychoaktywne, rozluźnienie takie nie trwa długo – a cena jaką możemy za nie zapłacić, zdecydowanie nie jest warta tych krótkich chwil przyjemności. Waluta, którą za nie płacimy to utrata kontroli – początkowo nad jedzeniem, a w konsekwencji nad życiem. Dlaczego jedzenie działa jak narkotyk?
Może dlatego, że ośrodek sytości i głodu w mózgu sąsiaduje z ośrodkiem przyjemności. A może dlatego, że jedzenie musi być przyjemne, żeby człowiek chciał jeść, miał motywacje do poszukiwania, czy zdobywania pokarmu. Ma to swoje uzasadnienie socjobiologiczne. Kiedyś, gdy dostęp do pokarmu bywał ograniczony (także w kulturze zachodniej, i wcale nie aż tak dawno), był to mechanizm niezwykle przystosowawczy. Inaczej może być w świecie, w którym sklepowe półki uginają się pod ciężarem obfitości, różnorodności jedzenia. Gdzie z witryn, gazet, plakatów i spotów reklamowych atakują nas setki bodźców drażniących nasz apetyt. Praktycznie nie istnieją ograniczenia zewnętrzne.

Pułapka Nieakceptowanych Emocji

A jeśli stracę kontrolę wewnętrzną, czy umiejętność mówienia sobie stop, mogę łatwo wpaść w pułapkę karmienia głodnych emocji. Najbardziej wygłodniałe to te, najmniej zidentyfikowane – stan ogólnego pobudzenia. Emocje nieakceptowane – złość, smutek, samotność, lęk. Pacjenci często określają stany takiego wzbudzenia jako – stan napięcia, podenerwowania. Gdy próbujemy wspólnie określić, nadać mu imię – np. lęk, zidentyfikować sposób ekspresji i odczuwania – może rodzić się bunt – „Ja wcale się nie boje”, „ Nie, nie jestem zła, może smutna”. Czym lepiej rozumiemy, znamy swój kod emocjonalny, tym łatwiej będzie nam wyzwolić się z pułapki zajadania emocji.
W tym przypadku, nie ma gotowych recept – jak poradzić sobie z lękiem, ze smutkiem, złością zamiast opróżniać szafkę ze słodyczami, czy lodówkę. Te sposoby są unikalne, dopasowane do człowieka. Kluczem do ich poszukiwań może być przyjrzenie się własnym emocjom, a co za tym idzie potrzebom, które manifestują uczucia oraz kreowaniem ścieżek do ich realizacji.

(Anna jest osobą fikcyjną, wszelkie podobieństwa są przypadkowe)