Nie wiem, rzecz jasna, o czym myśli twój terapeuta i co o tobie sądzi.

Wiem natomiast, co myśli terapeuta DBT

Jeżeli zdecydujesz się na terapię z nurtu poznawczych będziesz pracować nad zmianą swoich przekonań. W DBT również pracuje się nad zmianą myślenia. Niektóre opinie są po prostu nieefektywne:

Wszyscy muszą mnie lubić, inni powinni robić dla mnie więcej, powinnam być specjalnie traktowana, zawsze mam rację, to niesprawiedliwe, inni mają lepiej…

to nieefektywne przekonania, które prowadzą do cierpienia, a przynajmniej kiepskiego humoru.

Jednak w terapii dialektyczno- behawioralnej dużą uwagę przywiązuje się również do przekonań terapeuty. Zauważono, że specjaliści mają własne mity na temat pacjentów i część z nich powoduje, że terapia jest mniej skuteczna.

To oporny pacjent, on nie chce się zmienić, nie ma motywacji, musi osiągnąć dno…

takie podejście jest w DBT niedopuszczalne. DBT idzie nawet dalej: na szkoleniu nauczono mnie, co mam myśleć na temat swoich pacjentów i ogólnie na temat wszystkich ludzi:

  • Pacjent/człowiek stara się najlepiej, jak umie.
  • Pacjent/człowiek pragnie poprawy swojego stanu.
  • Pacjent/człowiek musi* solidnie pracować i być zdeterminowany, by zmienić swoje życie.
  • Pacjent/człowiek nie jest winny swoich problemów, ale to on musi je rozwiązać (kiedy jest dorosły).
  • Pacjent/człowiek z myślami, próbami samobójczymi ma problemy, których nie jest w stanie udźwignąć.
  • Pacjent/człowiek musi się nauczyć konstruktywnych zachowań i umieć je zastosować w każdym obszarze swojego życia (ćwiczyć w wielu kontekstach).
  • Pacjent nigdy nie jest winny nieudanej psychoterapii.
  • Terapeuci pracujący z pacjentami o rozregulowanych emocjach sami potrzebują wsparcia.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to sztuczne- mówić ludziom, co mają myśleć, ale psychoterapeuta sam wybiera rodzaj psychoterapii w której się szkoli. Wybiera taką, która jest mu bliska. Zatem taki styl myślenia o pacjencie mu odpowiada.
W takim razie po co uczyć terapeutę czegoś, co już jest znane?
Myślę, że chodzi o sytuację skrajną, kiedy pracuję z bardzo wymagającym pacjentem. Wtedy, kiedy sama się spotykam z własnymi ograniczeniami. W takiej sytuacji, zwalenie trudności na pacjenta jest kuszące: to nie mój problem. Na szczęście mam te wytyczne, które jasno mówią mi, co mam robić. Nie rezygnować, wspierać, współczuć, szukać rozwiązań, przyznawać się do błędów,  cały czas się uczyć, korzystać z superwizji, ale

Nie obwiniać pacjenta

*wiem, że słowo musi wiele osób razi, spróbujcie je zamienić na chce, warto itd. Jednak DBT jest bardzo pragmatyczne i jest taką metodą „kawa na ławę” mówimy wprost. Niestety tak właśnie jest. W punkcie 3 na przykład: nawet, jeśli jesteś ze strasznego środowiska, rodzice Cię skrzywdzili, to strasznie mi przykro z tego powodu, naprawdę z całego serca Ci współczuję i wiem, że to nie jest sprawiedliwe, ale niestety, kiedy jesteśmy dorośli to tylko my sami możemy zrobić coś, żeby nasze życie zmienić i zbudować Życie warte Przeżycia. Tak po prostu jest.