Stygmatyzacja i Borderline

Nazwa „zaburzenie osobowości” jest kontrowersyjna.
Określenie zaburzona osobowość sytuuje problem w osobowości człowieka, zamiast w neurologii i stresie (w tym traumie). Patrzenie na pacjenta, przez  pryzmat zaburzonej osobowości jest szkodliwym etykietowaniem. Nawet najcięższa postać zaburzenia osobowości opisuje zbiór objawów, a człowiek, to dużo więcej niż jego objawy. Nawet, jeśli powiemy, że ktoś MA zaburzenie osobowości, to w zasadzie twierdzimy, że czyjaś osobowość, czyli ona sama, ma fundamentalną skazę.

Bo kimże jesteśmy, jeśli nie naszą osobowością? Taka diagnoza jest bardzo, jeśli nie absolutnie, skłonna prowadzić do wstydu, poczucia bezwartościowości i odrzucenia w osobie, która i tak ma wystarczająco dużo problemów.
W pewnym sensie, to jeszcze gorsze u osób z borderline. One z definicji czują się bezwartościowe, diagnoza tylko to potwierdza.

Bardzo często specjaliści jeszcze pogarszają sytuację. Badania wskazują, że część z nich traktuje zaburzenie osobowości z pogranicza, jako etykietkę dla trudnych pacjentów. Na przykład dla tych, którym się nie poprawia, albo okazują zbyt dużo złości wobec terapeuty. Dla niektórych terapeutów łatwiej jest obwinić swojego pacjenta, niż wziąć odpowiedzialność za kiepską terapię, czy własne ograniczenia.

Drugim problemem jest tendencja do oceniania ludzi, a nie samych zachowań, co również powiększa stygmatyzację. Niektóre osoby z borderline mogą radzić sobie w sposób, który rani otoczenie. Mogą być agresywne werbalnie, a nawet fizycznie, mogą mieć nierealistyczne oczekiwania, okazywać skrajne emocje w reakcji na drobne niedogodności. Mogą popełnić próbę samobójczą, angażować w samouszkodzenia, w sposób, który WYDAJE SIĘ manipulatywny. Warto wówczas pamiętać o strasznym cierpieniu, które leży u podłoża tych wszystkich zachowań.

Czy powinniśmy zrezygnować z tej diagnozy

Mimo, że nazwa jest niefortunna i powoduje dodatkowe cierpienia chorych, szczególnie tych nowo zdiagnozowanych, diagnoza ta (oprócz nazwy) jest ważna i trafna.

Przed diagnozą osobą z zaburzeniem osobowości z pogranicza czuje się niezrozumiana i oszołomiona swoim chaosem wewnętrznym. Zwykle przyjmuje diagnozę z ulgą. Dowiaduje się, że tysiące innych ludzi przeżywa te same trudności co ona. Nie jest już sama. Kiedy ma diagnozę może znaleźć informacje o tym, jak poprawić swoją sytuację. Jak zdrowieć, na co uważać. Znajduje pomoc w grupach wsparcia, łatwiej odróżnia, które elementy w jej przeżywaniu świata wynikają z zaburzenia, a które nie. Może korzystać z narzędzi, uczyć się o swoim zaburzeniu i aktywnie mu przeciwdziałać. Dowiaduje się na przykład, że czarno-białe widzenie świata, to objaw zaburzenia i że może to zmienić! Dla takiej osoby, to prawdziwa rewelacja, nigdy wcześniej nie zdawała sobie sprawy, że może patrzeć na świat inaczej. 

Mając trafną diagnozę klinicysta wie, co leczyć. Borderline może być leczone terapią Dialektyczno-Behawioralną o udokumentowanej skuteczności. Specjalista będzie od razu wiedział, że skuteczna psychoterapia wymaga czasu, cierpliwości i trochę innych zasad. Pacjent z zaburzeniem osobowości z pogranicza musi w pierwszym rzędzie nauczyć się regulowania emocji, oraz wytrzymałości na cierpienie. Dopóki się tego nie nauczy, psychoterapeuta musi radzić sobie z intensywnymi emocjami i ogromnym cierpieniem, jakie osoba z BPD wnosi do terapii. Wymaga to głębokiej empatii i życzliwości, która jest niemożliwa jeśli patrzy się na osobę przez pryzmat samego zaburzenia. 

Zaburzenie Osobowości z Pogranicza — Zaburzenie Dysregulacji Emocji

Dlatego uważam, że powinno się zmienić nazwę tego zaburzenia. Niektórzy badacze uważają borderline za typ zaburzenia stresowego pourazowego, z kolei Marsha Linehan proponuję nazwę “Zaburzenie Dysregulacji Emocji”. Niestety póki, co nie ma na to szans. Niedawno wydany amerykański system klasyfikacji diagnostycznej DSM 5 ma propozycję nowego ujmowania zaburzeń osobowości, ale nazwy pozostały niezmienione.

Co możemy zrobić, by nie stygmatyzować tych osób. Nie używać nazwy “borderline” jako epitetu. Czasami słyszy się “ale z niej border”, „typowy borderline”. Rzadziej robi się rzetelną diagnozę. Borderline opisuje zestaw objawów, a nie osobę. Nie można wrzucać kogoś do szufladki, a tym bardziej używać nazwy zaburzenia jako epitetu!

Przeciwdziałanie stygmatyzacji Borderline

Trzeba wyjaśniać, że tak naprawdę, jest to zaburzenie w tym samym sensie, co depresja. Nie dotyczy jestestwa osoby, nie oznacza, że osoba jest wadliwa.

Ćwicz współczucie. Jeśli masz kogoś bliskiego z BPD, albo sam cierpisz na to zaburzenie, pamiętaj, że to wewnętrzny ból pcha cię do nieefektywnych zachowań. Nie jesteś temu winna, winien, że cierpisz na zaburzenie osobowości z pogranicza.

To nie oznacza, że osoby te nie są odpowiedzialne za swoje czyny. Wręcz przeciwnie, mogą i muszą się zmienić. Chodzi o to, by rozprawić się ze wstydem i uwierzyć, że zachowania można zmienić, a emocje regulować w bardziej konstruktywny sposób.

Unikaj stereotypów. Pamiętaj, że diagnoza borderline dotyczy grupy bardzo różnorodnej. Wystarczy mieć pięć z dziewięciu kryteriów. Dwie osoby z BPD mogą mieć wspólny tylko jeden. Jest 256 kombinacji tych dziewięciu symptomów, a każda osoba z BPD ma swoją własną, wyjątkową historię.

Podtrzymuj nadzieję. Borderline nie jest wyrokiem na całe życie. Z badań wiadomo, że z wiekiem ludzie poprawiają się sami z siebie: wyrastają. Wiadomo również, że istnieją skuteczne terapie i że osoby te bardzo chcą się zmienić. Dlatego wierzę, że stygmatyzacja będzie się zmniejszać, a osoby z BPD będą bardziej zrozumiane. Dopóki tak się nie stanie, trzeba szukać skutecznego i empatycznego psychoterapeuty.